Z przyjemnością ogłaszamy, że uczeń I klasy hotelarskiej w naszej szkole, Michał Frimark, został laureatem konkursu literackiego na recenzję filmu "Kamienie na Szaniec" organizowanego przez Pedagogiczną Bibliotekę Wojewódzką w Opolu.
Uroczyste wręczenie nagród odbędzie się 29 kwietnia 2014 roku o godzinie 12.00 w Pedagogicznej Bibliotece wojewódzkiej w Opolu. Zapraszamy do przeczytania recenzji Michała:
Niestety „na śmierci idą po kolei…”
Film "Kamienie na szaniec", bo o nim mowa, to epizod w historii polskiego kina nie taki znowu najgorszy, ale też nie zachwycający. Powodów jest kilka. Po pierwsze - jak sądzę - celowo wybiórcza [wobec znakomitej kultowości pierwowzoru literackiego] realizacja zamysłu artystycznego reżysera - Roberta Glińskiego. Artysta: ma prawo. Widz: może czuć niedosyt.
Po drugie: przy krótkawa wizja nie oddaje w pełnym wymiarze barwnych osobowości głównych bohaterów. Osoby oglądające ten film, a nie mające żadnego kontaktu z jakże świetną pierwotną wersją Aleksandra Kamińskiego, nie są w stanie odnaleźć się sprawnie w zagmatwanej fabule. A wszystko dlatego, że ta skupia się jedynie na akcjach "małego sabotażu". Całość zaś konsekwentnie zmierza do przewidywalnego punktu kulminacyjnego czyli akcji pod Arsenałem.
Po trzecie [oddając honor] należy jednak bezsprzecznie stwierdzić, że twórcom udało się najpełniej pokazać wielką przyjaźń i poświęcenie naszych harcerzy, ich heroiczną walkę z okupantem, zarówno przed, jak i po aresztowaniu Jana Bytnara. Jest to bodajże najbardziej pozytywny aspekt całej ekranizacji. Robi autentyczne wrażenie. Porusza i buduje jednocześnie. Taka prawda potwierdza niezłomność wartości, w które wierzyli.
Elementem równie pozytywnym, a ukazanym tutaj w wiarygodny i bardzo dobry sposób jest niezłomna postawa "Rudego" skonfrontowana z przesłuchującymi go funkcjonariuszami Gestapo. Pomimo okrutnych metod przesłuchania stosowanych przez niemiecką tajną policję Janek pozostaje nieugięty. Jest prawdziwym bohaterem. Takim, którego potrzebuje młody człowiek.
I jeszcze jedno: ponieważ lubię kino precyzyjne, to uważam, że wiele szczegółów wymaga dopracowania. Przede wszystkim oczekiwałbym uzupełnienia. Wątki wycięte są bardzo niefortunnie. Mam tu na myśli chociażby marzenia chłopaków, ich dalekosiężne plany związane z przyszłością , które rodzą się w ich głowach podczas pierwszych, ciepłych, sierpniowych dni oraz początkowe miesiące wojny widziane z ich perspektywy. Taka perspektywa znacząco poszerza semantykę naszej percepcji, ukonkretnia obszar doznań, a dzięki temu można by znacznie lepiej zrozumieć i – co ważniejsze - poczuć wartości i ideały, którymi kierowali się bohaterowie w późniejszych latach wojny. Perspektywa byłaby wówczas pełniejsza. Brakuje mi także kilku ciekawych i jakże efektownych akcji z ich udziałem, jak wysadzenie pociągów z amunicją podczas nocy sylwestrowej czy akcja w Celestynowie.
Mam wrażenie, że ten staranny plastycznie obraz rozminął się z historią. Poszatkował emocjonalne portrety harcerzy i wykrzywił „gębę” przekazu. Młody widz oczekuje prostoty i jednoznaczności. Nawet w wersji zacnie skróconej nie może brakować istoty rzeczy. A przynajmniej nie powinno.